Aktualnie przeglądasz kategorię -Zabawa jako rozwiązywanie problemów
Wyświetlam 1 notkę

ZABAWA JAKO ROZWIĄZYWANIE PROBLEMÓW

  • Napisane 1 sierpnia 2013 o 22:11

DROGIE WARSZAWSKIE MAMY 

Dziś polecam fragment książki „Wystarczająco dobrzy rodzice” – Bruna Bettelheima.

Jest on jednym z najwybitniejszych psychologów dziecięcych XX stulecia, autor  „Cudownych i pożytecznych”, który odrzuca skostniałe przekonania i sztywne reguły dotyczące wychowania.

„… W dawnych czasach, kiedy rodzice i dzieci bawili się w te same zabawy, obie strony rozumiały ich cele: zabawa miała bawić i coś znaczyć… Kiedy matka zwraca niemowlęciu zabawkę, którą wyrzuciło, nie zdaje sobie sprawy, że jej dziecko próbuje sobie w ten sposób odpowiedzieć na kilka istotnych pytań: „ Czy mam wpływ na otoczenie? Czy mogę bez obaw wyrażać swoje pragnienia i manipulować przedmiotami? Czy mogę pozbyć się czegoś, czego nie chcę? Czy mogę na chwilę zrezygnować ze swoich rzeczy, nie ryzykując ich utraty na zawsze?”

Odpowiedź matki na wszystkie te pytania będzie twierdząca, jeżeli pokażemy swemu dziecku, że z radością przyjmuje jego nową zabawę i oddając za każdym razem grzechotkę, zapewnia jej powtarzalność.

Ale jej odpowiedź będzie przecząca, jeżeli okaże zniecierpliwienie czy niezadowolenie i w ten sposób da dziecku odczuć, że źle robi, manipulując przedmiotami; jeżeli zaś nie zwróci mu zabawki, nauczy je, iż manipulowanie zabawkami prowadzi do straty jednocześnie obiektywnej (grzechotka zniknęła) i subiektywnej (wysiłek dziecka nie dostarcza satysfakcji interpersonalnej, a przynosi jedynie rozczarowanie).

To, czego dziecko w tej zabawie chce sie dowiedzieć, jest tak ważne, że musi ją powtarzać, by być pewnym odpowiedzi. Dzięki reakcji innych na jego zabawę i na nie samo, coraz lepiej rozumie świat.

Wcześniej niemowlę bada te problemy, zamykając oczy czy odwracając głowę i odkrywając na tej podstawie, że może sprawić, iż rzeczy są niewidoczne. Te gesty dają mu prawdopodobnie pierwszy dowód istnienia fundamentalnej różnicy między „ja” i nie -„ja”: kiedy zamyka się oczy czy odwraca głowę, pozostaje się tym samym, ale to, co znajduje się w polu widzenia, znika. Te gesty noworodka są pierwszymi krokami prowadzącymi w kierunku odróżnienia „ja” i nie – „ja” i do ukształtowania tożsamości.

W ten sam sposób niemowlę uczy się, że odwracając głowę, może spowodować zniknięcie czegoś nieprzyjemnego, czego istnieniu chciałoby zaprzeczyć. Później, gdy zacznie mówić, na podstawie tej reakcji ukształtuje się pojęcie NIE. I być może właśnie stąd bierze się w naszej kulturze potrząsanie głową na boki, by wyrazić NIE.

W swej najprostszej formie, zabawa w „akuku” polega na zasłanianiu i odsłanianiu oczu, by wywołać naprzemienne znikanie i pojawianie się  jakiejś osoby w polu widzenia dziecka. Jego radość bierze się stąd, że drugi uczestnik zabawy, chwilowo niewidoczny, nie zniknął. 

 Zabawa w chowanego, jest bardziej zaawansowaną wersją zabawy w „akuku”. Odkrywając, iż zamknąwszy oczy czy odwróciwszy głowę, może spowodować, że ktoś zniknie, ale również, że ten ktoś może znikać dowolnie, dziecko doznaje jednego z pierwszych największych rozczarowań, które będzie się starało opanowywać poprzez rozmaite doświadczenia…”

„Takie zabawy uruchamiają proces komunikacji, poprzez który dziecko odkrywa drugiego człowieka. Są także podstawowym fundamentem do tego, aby sądzić, że jedna osoba może oddziaływać na inną w znaczący sposób.”  

„…Te bardzo proste zabawy mają także inne ważne funkcje. Uczą dziecko, że nawet jeśli ono i jego matka stracą się z oczu , zerwanie kontaktu wzrokowego nie oznacza, że ich kontakt emocjonalny również został zerwany. Umocnione  taką konstatacją dowiaduje się, że nie musi koniecznie cały czas kurczowo się jej trzymać , że w pełni bezpiecznie może stracić ją na chwilę z oczu…”

A CO WY DROGIE WARSZAWSKIE MAMY O TYM SĄDZICIE ? CZY FAKTYCZNIE WASZYM ZDANIEM ZABAWA TAKA ROZWIĄZUJE POBLEMY ?